Klatka dla burunduka

Kiedyś (całkiem nawet niedawno) w dość dziwnych okolicznościach zapadła decyzja o wejściu w posiadanie takiego futerkowca i w związku z tym trzeba było mu przygotować sensowne mieszkanko. Dodatkowo całość miała pasować do wnętrza pokoju i być dość kompaktowa. Rysunki skończyły na wersji 140x80x60cm. Głównym budulcem były profile drewniane z marketu, te akurat wziąłem w przekroju kwadrat 25x25mm i teraz żałuję. Żałuję bo były droższe niż wszystkie inne (a tego wtedy nie wiedziałem) i wiem, że prostokątne 30×20 też byłyby spoko – no i na pewno taniej. Warto sobie rozplanować mniej więcej ile długości powinny takie profile mieć bo w marketach spotkałem wersje 2.2m długości i na szybko licząc wziąłem ich za dużo. Do tego kilka łączników kątowych do drewna, sporo wkrętów krótszych i troszkę dłuższych.

Konstrukcja ramy jest dość prosta:

img-20150803-wa0016

Z charakterystyki burunduka można odczytać, że lubi on stąpać (kicać?) po drzewach, więc…

dsc_0915 dsc_0917

Profil po środku ma za zadanie usztywnienie podstawy i stworzenie dobrego punktu mocującego drzewko. Tam gdzie się dało drzewko zostało przez wkręt z podkładką przyłapane do ramy klatki. Dodatkowo pojawiły się usztywnienia w rogach ale tylko z przodu klatki, bo z tyłu poszła sklejka wodoodporna (koniecznie!) bodajże 6mm:

img-20150808-wa0013

Do tego mostek i drabinka (z biegiem czasu został tylko mostek). Za pomocą takera w dość wielu miejscach została przyszyta siatka o oczkach 11x11mm. No i założone zostały drzwi (na 3 zawiasach).

dsc_0951

Pozostało jeszcze zadbać o podstawę. Miała się tam znajdować wysuwalna kuweta, a szybki research w sklepach i internecie utwierdził mnie w przekonaniu że trzeba wymyślić coś niekonwencjonalnego. Tak oto zawitałem do Ikei, a konkretnie do alejki przechowywanie i wziąłem stamtąd ciut większą niż wymiar klatki plastykową skrzynkę. Zostało ją tylko obrobić żeby pasowała do przygotowanej podstawy z jasnych płyt meblowych:

img-20150917-wa0005 img-20150917-wa0020 img-20150917-wa0016

I po złożeniu:

img-20150917-wa0026

Pozostało ją jeszcze trochę odpicować, żeby futerkowiec czuł się spoko. Chcieliśmy zamówić wydrążonego kokosa ale przypadkiem kupiliśmy całego w sklepie spożywczym (i wyszło taniej [a z perspektywy czasu wiem już dlaczego]). Dremel nie dał rady, brzeszczot też nie – kątówka podołała zadaniu. Wydłubanie kokosa z koksa to była jakaś chora parodia, najlepszą taktyką okazało się zadźganie wnętrza owocu nożem (najlepiej wielokrotne), a następnie wydłubywanie tego dużym, płaskim śrubokrętem. Zajęło to dobre półtorej godziny.

dsc_0946

Powstały półki ze sklejki 9mm, a na nich domki i inne takie wiewiórze sprzęty. Efekt finalny – ale czad.

img-20150925-wa0009